The Hunger Games 

"Chwytam jego rękę i ściskam ją mocno, przygotowując się na spotkanie z kamerami.
Boję się chwili, w której będę musiała ją puścić..."
W pierścieniu ognia-fabuła

Czytano: 6687 razy

„Igrzyska Śmierci” okazały się prawdziwie fantastyczną książką. Wystarczy przeczytać różne opinie w Internecie. Naprawdę trudno jest natknąć się na jakąś wysoce niepochlebną opinię. Mimo iż były one zapowiadane jako literatura dla młodzieży, z powodzeniem mogli sięgać po nie dorośli. Książka zachwycała wszystkich oryginalnością i świetnym prowadzeniem akcji. Sięgając więc po część drugą, pt. „W Pierścieniu Ognia”, byłem pełen obaw. Zazwyczaj środkowy tom trylogii jest najmniej pasjonujący, a i zdarza się odgrzewanie pomysłów pierwszej części.

Lektura zaczyna się w tym samym momencie, gdzie zakończyły się „Igrzyska Śmierci”. Katniss wraz z Peetą powracają do Dwunastego Dystryktu, aby w pełni chwały i dostatku dotrwać końca swych dni. Niestety nie jest to takie proste. Na Kotnę czeka w domu niezapowiedziany gość. Jest nim sam prezydent Snow. Dziewczyna ściągnęła na siebie nieliche kłopoty próbując zjeść na arenie trujące jagody, czym uratowała zarówno siebie, jak i Peetę. Część osób, szczególnie głupiutcy mieszkańcy Kapitolu, uwierzyli, że zrobiła to z miłości do chłopaka. Cała reszta odebrała to jako bunt przeciwko prezydentowi.

Teraz Katniss musi uspokoić nastroje, aby uratować swoich bliskich. A na nią czeka wiele fascynujących przygód. Na początek Tournée Zwycięzców – trybuci, którzy przeżyli arenę, wyruszają w podróż po dystryktach. Tuż po jego zakończeniu para powinna zacząć przygotowywać się do objęcia stanowiska mentorów na kolejne Głodowe Igrzyska. Jednak tym razem nie będzie to zwykła edycja. W tym roku wypada siedemdziesiąta piąta rocznica Igrzysk, a z tej okazji prezydent określa specjalne reguły gry. Reguły bezprecedensowe, których nikt się nie spodziewał…

Muszę przyznać, że moje obawy się sprawdziły. Gdzieś po drodze osłabł ten podmuch świeżości i oryginalności, a pojawiło się także powielanie pomysłów pierwszego tomu. Cóż to oznacza? Ni mniej, ni więcej, że jest to po prostu książka gorsza od poprzedniczki, lecz również warta uwagi. Most między początkową i końcową częścią serii jest często wadliwy, choć widać, że Suzanne Collins starała się, aby te wady jak najlepiej przypudrować.

Najbardziej denerwuje przemiana głównej bohaterki. Jak pamiętamy, w „Igrzyskach Śmierci” Katniss musiała udawać miłość do Peety, choć wiedziała, że z pewnością ogląda to Gale. Mimo to była asertywna, często arogancka i posiadała silną osobowość. W „W Pierścieniu Ognia” wracamy do Dwunastego Dystryktu, a więc na scenę wkracza Gale. Kotna wyraźnie się gubi i nie wie już, co czuje do obu chłopców. Jest to o tyle irytujące, że wątek ten ciągnie się przez calutką lekturę. Faktycznie nadaje to większego dramatyzmu akcji, ale niezbyt zaciekawiło mnie i podobało mi się opieranie fabuły na takim trójkącie. Po pewnym czasie sytuacja ta robi się po prostu nudna. Przez to dziewczyna staje się nieznośna, marudna i narzekająca na wszystko, co się tylko da. A że narracja jest pierwszoosobowa, odczuwamy to w podwójny sposób.

Nie zawodzi natomiast to, co tak podobało mi się w poprzedniej części, czyli humor. Dalej polega on na ironicznych i złośliwych komentarzach, nie tylko od pijanego Haymitcha. Cieszy, że w tej części mamy więcej osoby mentora, gdyż właśnie ona najbardziej przypadła mi do gustu. Nareszcie także mamy okazję lepiej poznać świat Panem. Nie mówię tu tylko o opisach poszczególnych dystryktów i Kapitolu, ale także o regułach rządzących uniwersum. Trzeba przyznać – twardych regułach ustroju totalitarnego. Po skończonej lekturze można dzięki temu powyciągać kilka interesujących wniosków.

W tej części pojawia się także zabieg, który pani Collins stosowała w poprzedniczce. Każdy rozdział kończy to, co Amerykanie nazwaliby cliffhangerem. Polega to na tym, że każdy rozdział kończy się pełnym napięcia zawieszeniem akcji. Sprawia to, iż po odejściu od lektury cały czas krążymy wokół niej myślami.

Tak więc „W Pierścieniu Ognia” jest lekturą przyjemną, lecz nie dorastającą do poziomu „Igrzysk Śmierci”. Polecam ją wszystkim, którzy skończyli tom pierwszy i ze zniecierpliwieniem oczekują na dalsze losy Katniss i spółki. Poznacie odpowiedzi na kilka nurtujących pytań, lecz postawione zostaną także nowe. Szczególnie podobało mi się zarysowanie tajemnicy wokół Trzynastego Dystryktu. Jakiej? Dowiedzcie się sami, a ja szukam informacji na temat ostatniej części trylogii!

Własna strona internetowa za darmo - sprawdź